• parafia1
  • post2020_2
  • parafia4
  • post2020_3
  • parafia2
  • post2020_1
  • parafia3
  • Konto parafii

bosko3

Nasi ministranci w X Bocko Cup spisali się zdecydowanie lepiej niż nasza narodowa reprezentacja w piłce nożnej na Mistrzostwach Świata w Rosji. X finał Letniego Bosko Cup został rozegrany w dniach 23-24 czerwca 2018 r. w Bielsku-Białej na boisku "Sprint" w Wapienicy".

Nasi ministranci rozegrali wspaniały finał. 
Jako pierwszy został rozegrany mecz pomiędzy Buczkowicami i Bystrą Krakowską.
Wygrana  2:0 z pięknymi bramkami Sebastiana Palucha pozwoliła naszej drużynie zakwalifikować się jako jedenemu z ośmiu zespołów do ćwierćfinałów.

Kolejny dzień. Na "dzień dobry" piękny mecz z bardzo mocną drużyną turnieju - Radziechowami. To już 1/4 finału.
Buczkowice - Radziechowy 1:1 i w ostatniej chwili Michał z połowy boiska strzela bramkę - najpiękniejszą bramkę turnieju....2:1

"...Na papierze, ale przede wszystkim na boisku się potwierdziło: to będzie rewelacyjny mecz! I tak było. Emocje były do ostatniej minuty… co ja piszę… do ostatniej sekundy meczu! Radziechowy są zespołem niczym Hiszpania z lat dziewięćdziesiątych, czyli „grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze.” No i dlaczego tak się dzieje? Opiekunowie, kibice i zawodnicy, zadają sobie pytanie, które zadawał często śp. Kazimierz Górski – wielki nasz trener: „Jeśli jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle? I co odpowiedzieć mam? Tu chyba jest problem złożony… bo umiejętności i gra kombinacyjna jest ich niesamowitym atutem. Dawid Kurowski pokazał się szerszej publiczności i zaimponował niesamowitym ciągiem na bramkę, biorąc ciężar gry na swoje barki. Jednak zabrakło bardziej gry zespołowej i większego zdecydowania by uderzyć. O tym powinien bardziej wiedzieć Jakub Leszczewski, który dysponuje niesamowicie silnym i dobrym strzałem, a tak rzadko i z taką dziwną bojaźnią z tego atutu korzystał. Jeśli nie będziesz oddawać strzału, to nie pozwolisz pomylić się bramkarzowi z przeciwnej drużyny – jakże prawdziwa jest to maksyma piłkarska. To grę kreowały Radziechowy, zaś dobrze broniące się Buczkowice czyhały na kontry. Do przerwy 0:0, ale po zmianie stron, można było przecierać oczy ze zdumienia. Natchnieni przez opiekuna zaczęli ministranci spod Matyski przyciskać, szukając możliwości zdobycia korzystnego wyniku. Ale dostali przysłowiowego „zonga”, kiedy poszła kontra, a na rogu pola karnego wyskoczył bramkarz Włoch Paweł wraz z kapitanem z Buczkowic Sebastianem Paluchem, który głową przelobował golkipera Radziechów i to czego mało kto się spodziewał, stało się faktem, 0:1 przegrywają ministranci z parafii św. Marcina. Teraz jeszcze bardziej zaczęli przyciskać i spychać Buczkowice do głębokiej defensywy. Robiło się pod ich bramką coraz bardziej gorąco i niepokojąco, aż nagle gwizdek sędziego i gest ręką wskazuje: karny! Szok, niedowierzanie dla jednych, radość i nadzieja na zwycięstwo dla drugich. Ale wiemy, że karny, to jeszcze nie gol! Odpowiedzialność wziął na siebie kapitan Jakub Leszczewski, który mocnym, bardzo mocnym strzałem doprowadza do remisu. W głowach jest teraz tylko jedna myśl: aby dało się doprowadzić do końca ten wynik i w dogrywce coś wyszarpać. Do końca pozostało właściwie kilka sekund, „The Blues” wznawiają i Michał Gruszecki decyduje się na wydający się bezsensowne zagranie, może ktoś powie: głupie; ale chyba na zyskanie czasu. Uderzył na bramkę zza połowy; widząc, że bramkarz wyszedł. Okazało się, że piłka zmierza wprost w stronę bramki … bramkarz cofa się, … jednak nie udało się piłki wybić i … gol! Zespół skazany przez wielu na porażkę, na całkowite stłamszenie przez piłkarsko lepsze Radziechowy wygrywa w kuriozalny, szczęśliwy sposób, niczym bokser na punkty. Zadali dwa niespodziewane ciosy i znokautowali przeciwnika. Znów chyba psychicznie, mentalnie Radziechowy nie poradziły sobie z grą na Bosko Cup, bo jeśli chodzi o umiejętności i grę wydawało się, że mają wszystko na swoją korzyść, jednak nie potrafili wszystkiego wykorzystać..."


Hurra jesteśmy w półfinale.
Ciekawy mecz z Hałcnowem i ile dramaturgii i oczekiwania do ostatniej chwili...

"...Hałcnów z Buczkowicami znów zagrany na remis. A zespół z sanktuarium widać umiłował dogrywki i karne, które hartują charakter drużyny. To kosztowało ich wiele wysiłku. Mimo to przeważali, stwarzali sobie okazje do zdobycia bramki, wysoki pressing i nieustanne ataki nie dały upragnionego zwycięstwa. Natrafiali na genialnego bramkarza z Buczkowic Dawida Czubińskiego, który okazał się zaporą nie do przejścia. Dla Hałcnowa w tym meczu już nie było tyle szczęścia i w końcowym rozrachunku zakończyło się w karnych 3:2 dla Buczkowic, które sensacyjnie znalazły się w finale i po dwóch latach znowu stają przed szansą na zwycięstwo..."

I jesteśmy w finale - 

"...Buczkowice z Kończycami Małymi zagrały w finałowym spotkaniu. To był mecz również dość wyrównany, gdzie obie ekipy czyhały choćby na ten jeden błąd, który pozwoli im cieszyć się z bramki. Gol padł po błędzie, a właściwie kontrze zespołu z Buczkowic. Źle wykonany rzut rożny Kończyc, podanie Dominika Tomicy do obrońcy, który pomylił się przy wybijaniu futbolówki. Próbował jeszcze pomóc bramkarz, jednak nie dał rady, nie zdążając wrócić na bramkę i po zamieszaniu padła bramka, która dała upragnione zwycięstwo. Później umiejętne bronienie wyniku okazało się skuteczne. Kończyce nie obroniły mistrzostwa, a Buczkowice po dwóch latach znów wznoszą trofeum do góry w geście zwycięstwa..."

HURRRA 
Buczkowice ZWYCIĘSTWO



Artykuł opracowano na podstawie relacji ze strony www.boskocup.pl

bosko2